Moje zdjęcie
Mam na imię Kasia. Ślązaczka z krwi i kości. Moje motto to : SMAK & ZAPACH & ROCK'N'ROLL......... Z wykształcenia jestem technologiem żywienia. Największe szczęście daje mi pobudzanie zmysłów. Realizuje to w kuchni tworząc dzieła kulinarne przy dobrej muzyce… to dla mnie odmienne stany świadomości w codzienności.

piątek, 30 stycznia 2009

Becherovka


Tydzień kuchni czeskiej rozpocznę od aperitifu. Jak wiadomo kuchnia czeska słynie z tłustych mięs i ciężkich sosów dlatego najlepszym sposobem na strawienie tych ciężkich ale jakże smacznych potraw jest kieliszek Becherovki.
Becherovkę sporządza się z 32 rodzajów ziół i korzeni. Jej recepturę zna tylko dwóch zaufanych pracowników firmy. Mieszankę składników umieszcza się w workach z naturalnego materiału i przechowuje przez tydzień w kadziach wypełnionych alkoholem. Następnie ekstrakt rozlewa się do ręcznie wykonanych dębowych beczek i łączy z cukrem oraz wodą. Drewno dębowe nadaje mu ostateczny kolor i smak. Trunek leżakuje około dwóch miesięcy i rozlewany jest do płaskich charakterystycznych butelek ze specjalną etykietą. Pochodzi z czeskiego uzdrowiska Karlowe Wary, gdzie miejscowy aptekarz Jan Becher przy udziale angielskiego lekarza Frobrig opracował recepturę a jego syn Johann rozpoczął masową produkcję.
Kiedy moje podniebienie po raz pierwszy poczuło korzenno-ziołowy smak tego trunku... wiedziało, że to jest to.
Piłam różne koktajle z Becherovką, ale jako smakosz tego trunku muszę powiedzieć,że najlepiej smakuje i działa solo.
Po szybkim przechyleniu kieliszka czujemy jego cudowny smak, który rozgrzewa nasze podniebienie i przełyk a kiedy dojdzie do żołądka pobudza soki do trawienia i jesteśmy gotowi do czeskiego jadła i biesiadowania.
Podczas takiego biesiadowania nie może zabraknąć czeskiej muzyki a jak wiadomo największą gwiazdą czeskiej sceny muzycznej jest Helena Vondráčková i jej przebój "Malovaný džbánku".
Biesiadowanie przy Becherovce oraz tę piosenkę dedykuje Michałowi :) który dba o moje samopoczucie, emocje i opiekuje się tym blogiem.
[Redakcja dziękuje i czuje się wzruszona ;)]

A to moja wierna asystentka kotka Luna :)

13 komentarzy:

andzia-35 pisze...

A co to za kiciuś?
Wiesz co Kachna, ale się zajeżyłam z lekka. zdjęcie sałatki , którą robiłam wg Twojego przepisu wyparowało mi...mój kochany braciszek wykasował je niechcący. Ach te chłopy hehe. Pozdrówka:))

Bea pisze...

W Szwajcarii tez maja taka ichniejsza ziolowa 'nalewke'; sprobowalam tylko raz i niestety to raczej nie dla mnie ;)

A kociak na zdjeciu przeslodki! :)

aga-aa pisze...

no i widać teraz kto najlepiej rozpoczął tydzień kuchni czeskiej ;)

Olciaky pisze...

Ładniusia ta twoja kuchenna asystentka- moja właśnie poszła w kimę( ruda pekinka):P
Pozdrawiam
*..waniliowachmurka

majana pisze...

A ja jej jeszcze nigdy nie piłam o! :)
Kotka piękna i ma sliczne imię :)
Pozdrawiam Cię Kasiu!

Tilianara pisze...

No, to alkoholowo dzisiaj jak nic :) Ja miałam bułeczki z brandy, a Ty becherovkę :) Może się spotkamy na smaczną kolację ;)

A moja kicia jak zwykle na kaloryferze - im cieplej tym lepiej - pewnie jakby mogła to by do piekarnika weszła ;p

Mafilka pisze...

Piłam... Ale jak nie muszę, to juz nie będę ;)

No i chyba frakcję "zakoconych" trzeba będzie zakładać. Moje dwa kocury własnie wpadły w fazę: a może mała demolka? ;)

karolka pisze...

Pamietam Beherovke z czasow studenckich. Jeden kolega przywozil ja z Czech.

Sliczna kicia :)

pozdrawiam karola
przysmakikarolki.blogspot.com

andzia-35 pisze...

Kachna ładuj się w samochód i dawaj do mnie z tą becherovką. Chętnie popróbujem tego trunku, bo nigdy go nie miałam w ustach hehehehehehehehehe

atina pisze...

To ja jestem dobrze przygotowana do kuchni czeskiej - bo oczywiście mam Becherovkę;)

Kachna.pl pisze...

Bea... w kurortach zawsze mają jakieś lecznicze likiery dla kuracjuszy....hahahaha
Aga jak się tak tłusto je to trzeba coś na trawienie;)
Olcik... asystentka jest the best :)
Majana to do monopolowego i spróbuj:) kiedy jak nie w czasie tygodnia czeskiego...
Tili ja jeszcze na antybiotykach więc omijam te trunki z daleka;)A Twoja czarno-biała kicia jest urocza już ją widziałam u Ciebie.
Mafilak to fakt nie wszyscy za nią przepadają ;)
Karolka... pewnie wspomnienia wróciły??
Andzia... nie mam prawa jazdy ja nie zmechanizowana jestem ;) a do tego na antybiotycznych... ten kieliszek na fotce do butelki wrócił... musimy poczekać na lepsze czasy ;)
Atina... kochana Ty to mnie zawsze zaskoczysz... do segetyńskiego gulaszu musi być kieliszek becherovki:)

Notme pisze...

Widzę, że w domciu już masz zapas tego cudownego ziołowego trunku, :) a kicia urocza. :)

Pozdrawiam!

zemfiroczka pisze...

A ja nie piłam! A napiłabym się ;)

Ładna ta kicia - pogłaskać po futrze od oczka ;)